KILKA SŁÓW NA POCZĄTEK
Cześć wszystkim! Jak już z pewnością zdążyliście zauważyć, w lutym skończyłam pisać mój stary blog. Z początku było mi trochę dziwnie tak kończyć dzień, nie dodając żadnego wpisu, co stało się już moim przyzwyczajeniem. Teraz jednak zadecydowałam, że wznowię prowadzenie bloga, tyle tylko, że będzie on... z opowiadaniem! :)
Mam nadzieję, że bohaterowie oraz wątek przypadnie wam do gustu i, że zostaniecie tu na dłużej. Cóż mogę powiedzieć więcej? Mam nadzieję,że uda mi się zgromadzić tylu wiernych czytelników ( a może i nawet więcej ), ilu posiadał blog Planeta Marzycielki.
Zapraszam do czytania!
ROZDZIAŁ I
- Megan , proszę nie patrz się tak w to przeklęte urządzenie...- mruknął Ethan siedzący obok kobiety.
- Wybacz,za chwilkę wrócę do pisania raportu, ale najpierw muszę sprawdzić, czy nie przyszła żadna wiadomość od Davida- odpowiedziała, zakładając niesforny kosmyk blond włosów za ucho.
- Znów go nie ma?...- na bladej twarzy Ethana malowało się współczucie.
- Tak, to staje się już męczące... Co najdziwniejsze, za każdym razem o tym, że późno wróci z pracy informuje mnie Rebeka. Jakby nie miała nic innego do roboty, tylko wtrącać się w cudze życie...- Megan z westchnieniem zamknęła czarną klapę telefonu, odgarniając plączące jej się na czole włosy.
- W porządku Meg, sam to dziś skończę. Ale żeby było jasne- pierwszy i ostatni raz.
- Nawet nie wiesz, jaka jestem ci wdzięczna! Odwdzięczę się przy najbliższej okazji - odparła Megan, próbując się choć trochę rozweselić i podnieść na duchu, lecz tak naprawdę miała wielką ochotę się rozpłakać.
* * *
Razem z Libby zmierzałyśmy właśnie w kierunku budki z orzeźwiającą mrożoną herbatą. Był dopiero początek maja, a do upragnionych wakacji szmat czasu, jednakże żar lejący się z błękitnego nieba sprawiał, że chęć napicia się czegoś zimnego była ogromna. Gdy udało nam się wygrzebać z kieszeni krótkich spodenek wystarczająco dużo drobnych, z niechęcią stanęłyśmy w ogromnej kolejce, opierając się o drzwiczki budki. Rażące słońce,które górowało na niemalże bezchmurnym niebie z łatwością przedostawało się przez przyciemniane szkła moich okularów.
- Sky, jaki chcesz sok?- poczułam szturchnięcie Libby, sygnalizujące, że teraz jesteśmy pierwsze w kolejce.
- Raz wiśnia i limonka proszę - odpowiedziałam sprzedawcy, składając zamówienie za przyjaciółkę.
- Bardzo proszę dziewczyny- odparł ciemnowłosy mężczyzna stojący za bambusową ladą obklejoną plakatami o tegorocznych imprezach plażowych.
Zabierając plastikowe kubki z mrożoną herbatą, ruszyłyśmy w kierunku plaży. Mimo ogromnego upału typowego dla godziny 12:00, plażowicze wciąż wygrzewali się na kolorowych leżakach, surferzy brnęli po wzburzonych falach, a grupka nastolatków grała w siatkówkę. Zajęłam miejsce tuż obok Libby na parzącym moje bose stopy piasku, wpatrując się jak piłka z lekkością przelatuje przez siatkę z jednej, na drugą stronę. Tak bardzo skupiłam się na przedmiocie przemieszczającym się z prędkością światła przed moimi oślepionymi słońcem oczami, że nie usłyszałam:
- Skyler, uważaj!
Nim zdążyłam schylić głowę, szkła moich nowiutkich okularów zsunęły mi się z nosa i upadły na piasek, strącone przez silne uderzenie piłki. Zachwiałam się lekko, przykładając gorącą dłoń do mojego pulsującego z bólu czoła. Zakręciło mi się w głowie. Spojrzałam przed siebie w poszukiwaniu oparcia się o coś, ale jedyne co widziałam, to dwie rozmazane twarze przypatrujące mi się bacznie. Poczułam, że powieki same mi się zamykają. Zobaczyłam ciemność.
* * *
- Nic ci nie jest?- usłyszałam ciepły,spokojny męski głos.
Powoli otworzyłam oczy, chcąc przyzwyczaić je do blasku promieni słonecznych.
-T...t...tak , w p... porządku - wymamrotałam.
Przede mną stał wysoki brunet o gęstych, lśniących włosach. Jego intensywnie brązowe oczy patrzyły się na mnie z radością. Chłopak wyciągnął w moim kierunku opaloną dłoń.
- Jestem James, to ja niechcący rzuciłem w ciebie piłką, przepraszam- odparł nieśmiało, pomagając mi wstać z wciąż jeszcze gorącego piasku.
- Skyler. Nic się nie stało- odpowiedziałam, strzepując z białego T- shirtu ziarenka piachu.
- Twoja koleżanka poszła po opatrunek, więc na chwilę obecną jesteś skazana na moją obecność- zażartował chłopak, mrużąc oczy przed słońcem.
- Wcale mi ona nie przeszkadza - dodałam, lekko zmieszana.
- W takim razie świetnie. A jeśli chodzi o twoje Ray-Bany- dodał, wskazując na popękane szkła- odkupię ci ten sam model.
- N...nie trzeba- odparłam, nie wiedząc, co powinnam powiedzieć.
- Trzeba,i to koniecznie. W takim razie oddam ci pieniądze - mówiąc to, wręczył mi plik zielonych banknotów, po czym promiennie się uśmiechając rzucił na odchodne- Do zobaczenia Skyler, miło było mi cię poznać.
- Mnie również James- odpowiedziałam niemal szeptem, gdyż chłopak już dawno zdążył zniknąć za aleją kołyszących się na wietrze palm.
Po chwili zauważyłam, jak zza ogromnej piaskowej wydmy wyłania się sylwetka biegnącej w moim kierunku Libby.
- Sky, nic ci nie jest? - spytała dysząca ze zmęczenia przyjaciółka, trzymając w ręku zwinięty w rulon bandaż.
- Nie,dzięki Libby, ale chyba nie będzie mi potrzebny- odparłam, wskazując na bandaż.
- Na pewno wszystko gra? - ponowiła pytanie, uśmiechając się do mnie znacząco.
- Na pewno, idź już do domu, dogonię cię - odpowiedziałam,patrząc jak przyjaciółka skinęła głową i ruszyła w kierunku mojej ulicy.
Odwróciłam się w stronę plaży i uśmiechając się do siebie, po raz ostatni zerknęłam w kierunku alei, za którą zniknął James.
~Ciąg dalszy nastąpi...
Od autorki: Wybaczcie mi proszę za podkreślenia w tekście, postaram się je zlikwidować. Mam nadzieję,że ten rozdział się Wam spodobał,pomimo iż był nieco krótki. Miło byłoby mi,gdybyście zostawili tu komentarz wyrażający waszą opinię :)
Następna część opowiadania powinna się pojawić za ok. tydzień.
Naprawdę fenomenalne opowiadanie , dziewczyno masz niesamowity talent . ;) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDziękuję najmocniej, jest mi bardzo miło,słysząc takie słowa :)
Usuńopowiadanie jest po prostu BOSKIE :D
OdpowiedzUsuńDziękuję ślicznie ^.^
UsuńSzkoda, że następne dopiero za tydzień zaczyna się ciekawie.
OdpowiedzUsuńDziękuję,cieszę się, że ci się podoba c:
UsuńOpowiadanie jest ciekawe...czekam na dalszy ciąg.
OdpowiedzUsuńJest dobrze, jednakże jest kilka błędów(Nagle wyskoczyłaś z tą Libby)
OdpowiedzUsuńAle również widzę poprawę - W KOŃCU DAJESZ SPACJE PO PRZECINKU I KROPCE XD
~Klaudia wielka pisarka
A mnie Siem podoba ten blog jest na prawde fajny :p
OdpowiedzUsuńDziękuję ci bardzo ;)
UsuńSuper :) jest świetny, masz ogromny talent
OdpowiedzUsuń